Czas

Czerwiec 2017
P W Ś C P S N
« kwi    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 62203
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 37

Miesięczne Archiwa: Czerwiec 2017

Pułapka czy okazja?

Właśnie, dobre pytanie na początek wakacji, czy zawsze last minute to okazja. Moja córka, pracując od jakiegoś czasu, postanowiła odłożyć sobie z tej najniższej krajowej na wakacje. Szczytny cel, pomyślałam, zapracuje, zobaczy jak to jest. Oszczędzała, przeglądała oferty, planowała swoje pierwsze greckie wakacje, żeby nie powiedzieć wielkie – jak w reklamie. Kiedy dostała upragniony tydzień urlopu, bo u prywatnego pracodawcy nie jest to takie oczywiste, zaczęły się gorące poszukiwania, którą wyspę wybrać, jaki hotel. Pomyślałam, tyle razy była z nami na wakacjach, będzie wiedziała na co zwrócić uwagę. Ofert mało, miejsca w samolocie się kończą, urlopu nie można przesunąć, atmosfera naprawdę gorąca. Ale jest, coś wpadło, szybko do biura, nawet niezła okazja, rewelacyjna cena, taniej niż nad Bałtykiem za kilka dni za domek, decyzja – jedziemy. Super myślę, zerknęłam na ofertę, rzeczywiście niedrogo. Poleciała na Kofru, do hotelu trzygwiazdkowego w all, z oferty znanego, ciągle reklamującego się biura w TV.

Po wylądowaniu na Kofru, króciótki sms, pełnia szczęścia, jadą do hotelu. Planem na drugi dzień opalanie się przy basenie, zaplanowali kolejny i kolejny …., Dzwonię ciekawa jak mojej córeczce upływają przemiłe wakacyjne chwile, na pięknej  greckiej wyspie, a tu jakaś niezręczna cisza, dopytuje, czy wszystko w porządku, jak pokój, jedzenie … Córka trochę zrezygnowanym głosem zaczęła relacjonować kilka pierwszych dni, że w hotelu sami Polacy, na dodatek, kulturę zostawili raczej w PL, krótko mówiąc bydło. Kłótnie, rzucanie butelkami, imprezy pod balkonami, rycząca wkoło muzyka przywieziona z kraju, zero greckiego klimatu, ale to nie wina hotelu, myślę sobie, ale dalsza opowieść nie była lepsza, na śniadaniu niewielki wybór dań, raczej żaden, soki nie do picia, sam cukier, na obiad do wyboru dwa dania, podawane przez kucharkę, bez dokładki, kolacja bardzo podobna. Jeżeli tak wygląda all,za który trzeba było kilka stówek dorzucić, to rzeczywiście oferta życia. Dobrze, że w pobliżu morze i plaża, z której można było korzystać, wprawdzie trzeba było tam za wszystko dodatkowo zapłacić, leżaki, napoje itp. Sklepu żadnego w obrębie kilku kilometrów nie było. Wypożyczyli kłada, potem skuterek. Zwiedzili wyspę. To było w tym najpiękniejsze, zorganizowali sobie czas sami, poza biurem, poza hotelem no cóż tylko da dodatkową, niemałą kasę jak to w Gracji. Ale przynajmniej zaczęli być zadowoleni. Kulminacją grozy tego biura podróży R, był dzień ostatni, gdyż lot mieli dopiero o 3 nad ranem a z hotelu kazano im się wymeldować już o 10 rano dnia wcześniejszego. Efekt? nie taki jak np. w Hiszpanii, gdzie jeszcze do wieczora można by ze wszystkiego korzystać, o nie, to byłoby zbyt piękne. Bransoletki odcięto od razu przy wymeldowaniu, pracownicy hotelu biegali z nożyczkami aby tylko wszystkim odciąć i zabrać rekwizyt dobrobytu no i zostali z walizkami w recepcji, bez pokoju, bez wyżywienia w 32 stopniowej pogodzie, przez 17 godzin. Mieli czas na refleksję i na podsumowanie wakacji, wprawdzie można powiedzieć wielkich, bo jak zliczyli koszty to cena oferty jakoś dziwnie się podwoiła a niesmak został. Dobrze, że wyspa piękna to trochę złagodziło niesmak.

Mitsis Petit Palais

Hotel Mitsis Petit Palais to naprawdę bardzo dobry hotel, oczywiście należy zaznaczyć różne preferencje podróżnych ale jak dla mnie jest ok. To hotel miejski i z tym trzeba się liczyć, położony przy ruchliwej ulicy ze sklepikami, barami i restauracjami. Nocą tętni tu życie, w dzień panuje duży ruch ale za to wszędzie jest blisko i na plażę, i na stare miasto i do portu. Nie nadaje się raczej na podróż z dziećmi, bo nie ma dla nich żadnej oferty. Wersja all to bogate, smaczne i różnorodne dania, podobnie obiad i kolacja. W międzyczasie nie ma się co nastawiać na zjedzenie czegokolwiek, bo przekąsek oprócz suchych ciasteczek nie ma. Nie ma też żadnych automatów w napojami. Drinki i kawę można pobierać tylko za barem. Jak dla mnie minus mogę dać za mały basen, osłonięty ze wszystkich stron murem co powoduje niesamowity upał i za brak baru przy basenie i jeszcze jeden za zezwolenie palenia w części zadaszonej baru gdyż osoba niepaląca może się tam dosłownie udusić. Oczywiście nie ma przymusu siedzenie tam, ale w tym momencie nie ma żadnej alternatywy wypicia kawy na zewnątrz. Chociaż i to uznaję za plus jest w pokoju czajnik i codziennie donoszona jest kawa i herbata. Nie ma w ciągu dnia żadnych animacji ale za to wieczorami jest codziennie muzyka na żywo. Ogólnie rzecz ujmując pobyt oceniam na bardzo pozytywny.

DSCN0130

Żur na wagę złota

O wysokich cenach na polskich lotniskach napisano już wiele, pomyślałam nawet,że trochę się poprawiło, szczególnie na lotnisku w Warszawie, bo ceny nie wydawały się już ostatnio takie wysokie, ale to co widziałam kilka dni temu na Pyrzowicach to jednak chyba wymaga chwili zastanowienia. Być może brak konkurencji powoduje,że właściciele barów myślą, że mogą wszystko, no i na razie tak właśnie jest. Idąc w hali odlotów natknęłam się na bar, gdzie przed wejściem tablica reklamująca żurek za jedyne 9,90, może to i nie najniższa cena za filiżankę żuru, ale co tam, akurat była pora obiadowa, prawie prosto z pracy na lotnisko, postanowiliśmy skorzystać przed lotem i zamówiłam dwa żurki. Pani zaoferowała, że przy zakupie żurku drugie danie w promocyjnej cenie. Nie skorzystałam, tym bardziej,że wystawione porcje nie wyglądały zbyt apetycznie. Pani na to, że jednak proponuje drugie danie, bo się bardziej opłaca, podziękowałam raz jeszcze gotowa do zapłaty za dwie porcje żurku. na kasie pojawiło się 36 złotych. Mówię, że prosiłam o dwie porcje a pani na to, że jak nie biorę drugiego to żurek kosztuje 18 złotych za porcję. Pewnie wiele osób daje się wmanewrować, ja chciałam zrezygnować a pani, że to niemożliwe bo na kasę już nabiła. Po krótkiej wymianie zdań ostatecznie oddała mi pieniądze ale czy to tak ma wyglądać, wyłudzanie kasy w biały dzień. Zapewne ktoś powie, po co tam poszłam, tez się teraz nad tym zastanawiam. W każdym razie pułapka in chyba nie wychodzi za bardzo, bo bar był prawie pusty a miłośników żurku brak.

Trudne życie turysty

Kilka miesięcy czeka człowiek na urlop i jak już wie kiedy może jechać udaje się do biura podróży po jakieś ciekawe oferty, w moim przypadku zawsze to wyglądało podobnie, miałam zaprzyjaźnionego Sprzedawcę, który już wiedział czego oczekuję, jakiego hotelu poszukuję i itp, a więc udaję się do mojego biura i okazuje się, że Pan się zwolnił i już nie pracuje. Przyznam, że ta wiadomość mnie zmartwiła, tym bardziej, że chciałam wyjechać za dwa, trzy dni. Ale co było robić byli tam przecież jeszcze inni pracownicy więc przedstawiam swoje oczekiwania i wychodzę czekając na jakieś oferty na maila, i owszem szybko przyszły. Ucieszyłam się, że Pani przyłożyła się i przysłała kilka ofert polecanych, dobrych hoteli.  Jakże się zdziwiłam jak zobaczyłam, przysłane, chyba pierwsze lepsze oferty, nawet na kierunki, o których w ogóle nie wspominałam. No cóż, raczej potrafię czytać i wejść na stronę internetową odpowiedniego biura i sprawdzić ich oferty, potrzebowałam raczej porady a nie kopiuj wklej z ofert. Może za dużo oczekiwałam, cóż poszłam do innego biura i co, to samo, albo się decyduję albo nie bo miejsca się kończą.  Człowiek chce wydać kasę  i to nie małą jakby nie było, a tu taki brak zainteresowania. Wygląda na to, że ludzie już niedługo może nie będą potrzebni w biurach skoro samemu trzeba sobie radzić, szukać i rezerwować przez Internet.  Chociaż chcę wierzyć, że są jeszcze ludzie pracujący z zamiłowania i, że na takich trafię.