Czas

Październik 2017
P W Ś C P S N
« wrz    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 62884
  • Dzisiaj wizyt: 32
  • Wszystkich komentarzy: 37

Kilka ciekawostek z Gibraltaru

Gibraltar jest miejscem ciekawym samym w sobie. Stanowi zamorskie terytorium Wielkiej Brytanii przyklejone do Hiszpanii. Oczywiście najlepiej się tam udać, będąc na wczasach w pobliżu Półwyspu Iberyjskiego. Oczywiście ważne jest zabranie ze sobą paszportu lub dowodu bo znajduje się tam normalne przejście graniczne a raczej lepiej może ująć to tak, że jest to przejście, na którym jest kontrola najpierw celników hiszpańskich, raczej lajtowa, a następnie celników brytyjskich, którzy wykonują powierzoną pracę sumienne i skrupulatnie.

Co ciekawego na tym małym skrawku brytyjskim? ano trochę ciekawostek by się znalazło, a mianowicie samo miejsce przejścia jest interesujące, ponieważ przechodzi się przez czynny pas startowy, które to przejście regulowane jest szlabanem, więc jak samolot ląduje bądź startuje szlaban zamknięty, potem się otwiera i można spokojnie przechodzić. Dodam, że lotnisko na Gibraltarze nie obsługuje już dużej ilości samolotów dziennie ale jednak tam są, ponadto jest uznane jako jedno z najniebezpieczniejszych lotnisk na świecie, po pierwsze z powody nieregularnej góry, nad którą raczej zawsze są chmury, bliskiej odległości od morza i krótkiego pasa startowego. Ale jak już przejdziemy ten odcinek, dodam jeszcze jako ciekawostkę, na lotnisku tym, kilkanaście sekund po wystartowaniu rozbił się samolot gen. Sikorskiego – ale to już przecież historia.

Miasteczko, bo tak można to chyba nazwać nie jest specjalnie urokliwe i raczej nie wzbudziło we mnie zachwytu. Jedna raczej główna ulica handlowa z kilkoma markowymi sklepami i raczej odniosłam wrażenie jakiegoś chaosu tam panującego. Powyżej znajduje się Skała Gibraltarska, która zajmowana jest w znacznej części przez wojsko, ale kursuje na szczyt kolejka linowa, można też wyjechać busem lub taksówką ale i dla zapalonych turystów jest możliwość wyjścia pieszo. Zaletą ostatniej opcji są na pewno z metru na metr wyłaniające się ciekawe widoki na zatokę, cieśninę no i oczywiście wybrzeże Afryki. Idąc dobrze oznakowaną drogą wchodzi się na terytorium parku a tam , co jest największą? oczywiście małpy. Spotkać można je wszędzie, bo żyją tam sobie na wolności i robią co chcą.

DSCN0350

 

Warto jednak pamiętać o pewnych zasadach, a mianowicie małp nie wolno karmić, bo za to grozi wysoka kara finansowa, małp nie wolno głaskać ani ich dotykać gdyż mogą ugryźć, a to miłe nie jest. Małpy natomiast mogą wskoczyć na plecy turyście i spróbować dostać się do jego plecaka w poszukiwaniu smakołyków. Rada jest jedna, nie ruszać się, nie robić żadnych gwałtownych ruchów a małpa szybko się znudzi i wskoczy na kogoś innego :)

Małp na Gibraltarze jest ok. 270 sztuk, każda z nich jest zaszczepiona i stanowią ciekawą atrakcję tego miejsca. Warto przytoczyć tu pewną legendę, w której jest ziarenko prawdy, gdyż Brytyjczycy uważają, że dopóki małpy są na Gibraltarze dopóty będą tam panować, dlatego też małpy są tam pod szczególną ochroną, mówi się nawet, że na wypadek jakiegoś kataklizmu mają zapewnione  miejsce w szpitalu wojskowym na terenie Gibraltaru – ale może to tylko takie uszczypliwości?

Generalnie podobno na Gibraltarze ludziom też żyje się dobrze, mają swoją autonomię, walutę – funta gibraltarskiego, służbę zdrowia, komunikację i szkolnictwo bezpłatne.

Terremolinos – tam gdzie zawsze świeci słońce

Costa Del Sol to plany i marzenia wakacyjne wielu z nas. Słoneczne wybrzeże Hiszpanii przyciąga rokrocznie tysiące turystów, którzy szukają słońca i pięknych plaż. Wybrzeże Costa Del Sol to właśnie zapewnia. Ja również tego poszukuję więc wybrałam się tam, kiedy u nas skończyło się już lato.

Wybierając Andaluzję na pewno nie będziemy narzekać na brak słońca czy pogody, bo tam zawsze świeci słońce i zawsze jest przyjemna temperatura. Miasteczko Terremolieos jest nastawione na turystów i panuje tam wakacyjna atmosfera nawet jeszcze we wrześniu. Początkowo była tu wioska rybacka, ale przez sprzyjające warunki i ciągłą rozbudowę stało się kurortem chętnie wybieranym przez międzynarodowych turystów. Miasteczko oddalone jest od Malagi zaledwie 7 km i jest z nią bardzo dobrze połączone. Długie piaszczyste plaże zachęcają do plażowania i spacerów a i na brzegu można pozbierać naprawdę okazałe muszle.

Terremolinos można podzielić na dwie części stare miasto wzniesione na wzgórzu i nowe gdzie powstają duże wysokie hotele i mnóstwo atrakcji dla aktywnych.

Calle San Miguel to uliczka zawsze zapełniona turystami, kawiarenkami, sklepikami i chińskimi bazarkami ale wiecznie tętni życiem i zawsze coś ciekawego można tam zobaczyć. To najbardziej handlowa część miasta. Poniżej rozciąga się nadmorska promenada Paseo Maritimo, przy której spotykamy doskonałe restauracje z tradycjami, gdzie można spróbować tradycyjne grillowane sardynki chiringuitos, smażone są w starych łodziach rybackich a i miejscowi mieszkańcy je uwielbiają, z tego powodu w weekendy wokół tych miejsc piknikują całymi rodzinami.

IMG_0702

 

Terremolinos jest doskonałym miejscem jako baza wypadowa do innych atrakcji Costa Del Sol. Dzięki kolejce miejskiej z kilkoma przystankami. Ja korzystałam ze stacji Los Alamos bo stąd łatwo dostać się do Malagi i dalej…

Pueblo Camino Real – wakacyjna atmosfera

Hotel Camino Real jest położony w bardzo dogodnym miejscu, przy samej plaży i promenadzie na początku miejscowości Terremolinos. Składa się z kilkunastu mniejszych budynków kilkurodzinnych, budynku głównego i jeszcze dwóch większych, w otoczeniu palm i dużej ilości zieleni. Na terenie hotelu są dwa duże baseny i jeden brodzik dla dzieci, jakuzzi i dość dużego pasa zieleni z rozstawionymi leżakami i punktem masażu. W hotelu panuje wakacyjna atmosfera to znaczy wszystko tam intensywnie żyje. Animacje zaczynają się przy basenach o godzinie 9.00 i trwają aż do 18.00, jeżeli ktoś szuka ciszy i spokoju to na pewno tam go nie znajdzie, jest to hotel przeznaczony do aktywnego spędzania czasu z dużym poczuciem humoru i rozrywki, chociaż średnia wieku wahała się ok. 60 lat, to i tak wszyscy się tam nieźle bawili. Głównie przebywali tam Francuzi i też wszystkie animacje odbywały się w języku francuskim. Formuła all była bardzo bogata z dużym wyborem przy każdym posiłku, jedzenie było świeże i smaczne i w ogromnych ilościach wszystkiego. Obsługa miła i pomocna, jedynie jedna pani w recepcji pracowała jak za karę. Hotel oceniam bardzo dobrze. Jedynym minusem, który należy wskazać to raczej pokój wymagający remontu. Właściwie to do dyspozycji mieliśmy pokój dzienny z tarasem, sypialnię i łazienkę. Było codziennie sprzątane, ale remont jest już konieczny. W łazience jest suszarka, nowa i sprawna ale z kosmetyków tylko mydło w dystrybutorze, żadnego szamponu ani balsamu. Klimatyzacja działa ale śmierdzi z niej wilgocią, przynajmniej tak było w bloku 17. W pokoju lodówka, nie pierwszej młodości, sejf dodatkowo płatny i nowe TV, tylko w recepcji trzeba nabyć pilot za kaucją. Ręczniki na basen też za kaucją – 20 euro.Ciekawym rozwiązaniem są w wielu miejscach porozstawiane dystrybutory z wodą do picia, nie trzeba iść do baru tylko o każdej porze dnia czy nocy z nich można korzystać.

DSC_1058
Ważną informacją dotyczącą hotelu jest możliwość bezpłatnego skorzystania z shower room, czyli z prysznica, wówczas kiedy jest późny wylot a pokój należało oddać o 12 w południe, o tej możliwości rezydentka niestety nie wiedziała a hotel ma taką usługę w swojej ofercie.

Pułapka czy okazja?

Właśnie, dobre pytanie na początek wakacji, czy zawsze last minute to okazja. Moja córka, pracując od jakiegoś czasu, postanowiła odłożyć sobie z tej najniższej krajowej na wakacje. Szczytny cel, pomyślałam, zapracuje, zobaczy jak to jest. Oszczędzała, przeglądała oferty, planowała swoje pierwsze greckie wakacje, żeby nie powiedzieć wielkie – jak w reklamie. Kiedy dostała upragniony tydzień urlopu, bo u prywatnego pracodawcy nie jest to takie oczywiste, zaczęły się gorące poszukiwania, którą wyspę wybrać, jaki hotel. Pomyślałam, tyle razy była z nami na wakacjach, będzie wiedziała na co zwrócić uwagę. Ofert mało, miejsca w samolocie się kończą, urlopu nie można przesunąć, atmosfera naprawdę gorąca. Ale jest, coś wpadło, szybko do biura, nawet niezła okazja, rewelacyjna cena, taniej niż nad Bałtykiem za kilka dni za domek, decyzja – jedziemy. Super myślę, zerknęłam na ofertę, rzeczywiście niedrogo. Poleciała na Kofru, do hotelu trzygwiazdkowego w all, z oferty znanego, ciągle reklamującego się biura w TV.

Po wylądowaniu na Kofru, króciótki sms, pełnia szczęścia, jadą do hotelu. Planem na drugi dzień opalanie się przy basenie, zaplanowali kolejny i kolejny …., Dzwonię ciekawa jak mojej córeczce upływają przemiłe wakacyjne chwile, na pięknej  greckiej wyspie, a tu jakaś niezręczna cisza, dopytuje, czy wszystko w porządku, jak pokój, jedzenie … Córka trochę zrezygnowanym głosem zaczęła relacjonować kilka pierwszych dni, że w hotelu sami Polacy, na dodatek, kulturę zostawili raczej w PL, krótko mówiąc bydło. Kłótnie, rzucanie butelkami, imprezy pod balkonami, rycząca wkoło muzyka przywieziona z kraju, zero greckiego klimatu, ale to nie wina hotelu, myślę sobie, ale dalsza opowieść nie była lepsza, na śniadaniu niewielki wybór dań, raczej żaden, soki nie do picia, sam cukier, na obiad do wyboru dwa dania, podawane przez kucharkę, bez dokładki, kolacja bardzo podobna. Jeżeli tak wygląda all,za który trzeba było kilka stówek dorzucić, to rzeczywiście oferta życia. Dobrze, że w pobliżu morze i plaża, z której można było korzystać, wprawdzie trzeba było tam za wszystko dodatkowo zapłacić, leżaki, napoje itp. Sklepu żadnego w obrębie kilku kilometrów nie było. Wypożyczyli kłada, potem skuterek. Zwiedzili wyspę. To było w tym najpiękniejsze, zorganizowali sobie czas sami, poza biurem, poza hotelem no cóż tylko da dodatkową, niemałą kasę jak to w Gracji. Ale przynajmniej zaczęli być zadowoleni. Kulminacją grozy tego biura podróży R, był dzień ostatni, gdyż lot mieli dopiero o 3 nad ranem a z hotelu kazano im się wymeldować już o 10 rano dnia wcześniejszego. Efekt? nie taki jak np. w Hiszpanii, gdzie jeszcze do wieczora można by ze wszystkiego korzystać, o nie, to byłoby zbyt piękne. Bransoletki odcięto od razu przy wymeldowaniu, pracownicy hotelu biegali z nożyczkami aby tylko wszystkim odciąć i zabrać rekwizyt dobrobytu no i zostali z walizkami w recepcji, bez pokoju, bez wyżywienia w 32 stopniowej pogodzie, przez 17 godzin. Mieli czas na refleksję i na podsumowanie wakacji, wprawdzie można powiedzieć wielkich, bo jak zliczyli koszty to cena oferty jakoś dziwnie się podwoiła a niesmak został. Dobrze, że wyspa piękna to trochę złagodziło niesmak.

Mitsis Petit Palais

Hotel Mitsis Petit Palais to naprawdę bardzo dobry hotel, oczywiście należy zaznaczyć różne preferencje podróżnych ale jak dla mnie jest ok. To hotel miejski i z tym trzeba się liczyć, położony przy ruchliwej ulicy ze sklepikami, barami i restauracjami. Nocą tętni tu życie, w dzień panuje duży ruch ale za to wszędzie jest blisko i na plażę, i na stare miasto i do portu. Nie nadaje się raczej na podróż z dziećmi, bo nie ma dla nich żadnej oferty. Wersja all to bogate, smaczne i różnorodne dania, podobnie obiad i kolacja. W międzyczasie nie ma się co nastawiać na zjedzenie czegokolwiek, bo przekąsek oprócz suchych ciasteczek nie ma. Nie ma też żadnych automatów w napojami. Drinki i kawę można pobierać tylko za barem. Jak dla mnie minus mogę dać za mały basen, osłonięty ze wszystkich stron murem co powoduje niesamowity upał i za brak baru przy basenie i jeszcze jeden za zezwolenie palenia w części zadaszonej baru gdyż osoba niepaląca może się tam dosłownie udusić. Oczywiście nie ma przymusu siedzenie tam, ale w tym momencie nie ma żadnej alternatywy wypicia kawy na zewnątrz. Chociaż i to uznaję za plus jest w pokoju czajnik i codziennie donoszona jest kawa i herbata. Nie ma w ciągu dnia żadnych animacji ale za to wieczorami jest codziennie muzyka na żywo. Ogólnie rzecz ujmując pobyt oceniam na bardzo pozytywny.

DSCN0130

Żur na wagę złota

O wysokich cenach na polskich lotniskach napisano już wiele, pomyślałam nawet,że trochę się poprawiło, szczególnie na lotnisku w Warszawie, bo ceny nie wydawały się już ostatnio takie wysokie, ale to co widziałam kilka dni temu na Pyrzowicach to jednak chyba wymaga chwili zastanowienia. Być może brak konkurencji powoduje,że właściciele barów myślą, że mogą wszystko, no i na razie tak właśnie jest. Idąc w hali odlotów natknęłam się na bar, gdzie przed wejściem tablica reklamująca żurek za jedyne 9,90, może to i nie najniższa cena za filiżankę żuru, ale co tam, akurat była pora obiadowa, prawie prosto z pracy na lotnisko, postanowiliśmy skorzystać przed lotem i zamówiłam dwa żurki. Pani zaoferowała, że przy zakupie żurku drugie danie w promocyjnej cenie. Nie skorzystałam, tym bardziej,że wystawione porcje nie wyglądały zbyt apetycznie. Pani na to, że jednak proponuje drugie danie, bo się bardziej opłaca, podziękowałam raz jeszcze gotowa do zapłaty za dwie porcje żurku. na kasie pojawiło się 36 złotych. Mówię, że prosiłam o dwie porcje a pani na to, że jak nie biorę drugiego to żurek kosztuje 18 złotych za porcję. Pewnie wiele osób daje się wmanewrować, ja chciałam zrezygnować a pani, że to niemożliwe bo na kasę już nabiła. Po krótkiej wymianie zdań ostatecznie oddała mi pieniądze ale czy to tak ma wyglądać, wyłudzanie kasy w biały dzień. Zapewne ktoś powie, po co tam poszłam, tez się teraz nad tym zastanawiam. W każdym razie pułapka in chyba nie wychodzi za bardzo, bo bar był prawie pusty a miłośników żurku brak.

Trudne życie turysty

Kilka miesięcy czeka człowiek na urlop i jak już wie kiedy może jechać udaje się do biura podróży po jakieś ciekawe oferty, w moim przypadku zawsze to wyglądało podobnie, miałam zaprzyjaźnionego Sprzedawcę, który już wiedział czego oczekuję, jakiego hotelu poszukuję i itp, a więc udaję się do mojego biura i okazuje się, że Pan się zwolnił i już nie pracuje. Przyznam, że ta wiadomość mnie zmartwiła, tym bardziej, że chciałam wyjechać za dwa, trzy dni. Ale co było robić byli tam przecież jeszcze inni pracownicy więc przedstawiam swoje oczekiwania i wychodzę czekając na jakieś oferty na maila, i owszem szybko przyszły. Ucieszyłam się, że Pani przyłożyła się i przysłała kilka ofert polecanych, dobrych hoteli.  Jakże się zdziwiłam jak zobaczyłam, przysłane, chyba pierwsze lepsze oferty, nawet na kierunki, o których w ogóle nie wspominałam. No cóż, raczej potrafię czytać i wejść na stronę internetową odpowiedniego biura i sprawdzić ich oferty, potrzebowałam raczej porady a nie kopiuj wklej z ofert. Może za dużo oczekiwałam, cóż poszłam do innego biura i co, to samo, albo się decyduję albo nie bo miejsca się kończą.  Człowiek chce wydać kasę  i to nie małą jakby nie było, a tu taki brak zainteresowania. Wygląda na to, że ludzie już niedługo może nie będą potrzebni w biurach skoro samemu trzeba sobie radzić, szukać i rezerwować przez Internet.  Chociaż chcę wierzyć, że są jeszcze ludzie pracujący z zamiłowania i, że na takich trafię.

R2 Rio Calma

Hotel R2 Rio Calma tak dla czystej formalności jest hotelem 4-ro gwiazdkowym, może dla wielu nie ma to znaczenia ale jeżeli chodzi o standard to jednak ma. Hotel położony jest na klifie, w pewnej odległości (ok.1000 m) od Costa Calmy, raczej pod górkę, na uboczu. Co oznacza, że w najbliższym sąsiedztwie hotelu nic nie ma. Sam hotel jest bardzo ładnym, zadbanym budynkiem, widocznym z odległości. Można by  nawet pomyśleć, że to jakiś pałacyk bądź kościółek, o czym mógłby świadczyć duży witraż na froncie.

DSCN0014 DSCN0039

Pokoje są czyste,przestronne i bardzo komfortowe. Wokół hotelu przepiękny ogród, z dużą ilością zieleni, kilka basenów, wodospadów, a na najniższym poziomie, przy oceanie słone, sztuczne jeziorko, przy którym są płatne leżaki (3 euro). Do oceanu nie da się zejść, no chyba że po ogromnych kamieniach, co nie jest zbyt bezpieczne.
Posiłki są w wersji HB, dużo jedzenia a do śniadania świeżo wyciskane soki. I wszystko jest raczej bez zarzutu ale zdarzyła mi się na kolację świeżo smażona, śmierdząca, starością ryba i zepsute mleko do kawy. Takie rzeczy się zdarzają ale niestety zraziły mnie przy kolejnych posiłkach, bo raczej nikt nie chce się zatruć na wakacjach.I jeszcze jeden zarzut a mianowicie nagminne jest dopisywanie do rachunków wydawanych przy wymeldowaniu, napojów z kolacji, które były już zapłacone lub, których się nie spożyło w ogóle. Wprawdzie szybko robią korektę ale trzeba mieć jakiś dowód, np. paragon. Dodatkowym plusem jest to, że w recepcji kilka osób mówi po polsku. To tyle minusów. Jest ich niewiele ale są.

DSCN0032Ponadto spod hotelu rozciąga się przepiękny widok na nabrzeże Fuerty :)

DSCN0059

Pręgowiec berberyjski – atrakcja regionu czy szkodnik?

Malutki gryzoń, wielkości chomika dostał się, jakoś przewieziony z Maroka. Ta maleńka wiewióreczka zamieszkuje południową część Fuereventury, przynajmniej tam jest największe jej skupisko, na półwyspie Jandia. Uwielbiana przez turystów a tępiona przez mieszkańców. Zamieszkuje tereny dosłownie nad samym oceanem, na klifach i w kamieniach na plaży, w krzaczkach na nabrzeżu jest widoczna. Pręgowiec jest już prawie oswojonym zwierzątkiem, który na dźwięk woreczka czy łuskanych orzechów dosłownie dolatuje do samych nóg czekając na swoją porcję, dosłownie jedząc z ręki.

DSCN1183 DSCN1269

Pozwoli się nawet głaskać, choć z natury jest bardzo żywym i szybkim zwierzątkiem.

Turyści upodobali sobie wręcz ich dokarmianie i prawie każdy idąc na plażę nie przechodzi obok obojętnie, to przyniesie orzechy, to słonecznik czy owoce dlatego pręgowce upodobały sobie te tereny i rozmnażają się znakomicie ku niezadowoleniu mieszkańców, bo jest to jednak szkodnik niszczący nabrzeże, klify i kamienne budowle, kopiąc i ryjąc norki i korytarze, które służą im do chowania się i mieszkania. Obecnie pojawiają się już na plażach tablice zakazujące ich dokarmiania.

Ale one sobie nic z tego nie robią, zaczepiają wręcz turystów w oczekiwaniu na smakołyki. Stojąc na dwóch łapkach wyczekują :)

Niezawodny przepis na chandrę …

Za oknem deszcz, wiatr, zimno, to mało pocieszająca aura. No chyba, że piękna zima w górach. Ale na to nie ma co liczyć, bo góry daleko i w prognozach nie zapowiadają. Jedynym lekarstwem na chandrę wydaje się odrobina słońca i szum fal. To marzenie prawie nie do spełnienia, a jednak warto trochę zainwestować, pooglądać oferty biur podróży i wybrać ciepły kierunek. Teraz jest dogodny moment, bo czas magii świąt, mnóstwo prezentów, spełnione marzenia …

DSCN3773Wyspy Kanaryjskie doskonale nadają  się na wyprawę w poszukiwaniu słońca i wakacyjnej atmosfery.  Tak naprawdę obojętnie, którą wyspę wybierzemy, każda się nada na zrealizowanie marzenia. Każda czymś zachwyci i w każdej można się zakochać. Chandra natychmiast ustąpi po wylądowaniu na cudownym nasłonecznionym i ciepłym miejscu. Po 6 godzinach lotu przygnębiającą aurę zastąpimy wakacyjną pogodą z uśmiechniętymi turystami, którym udało się w środku zimy odnaleźć odrobinę lata, chociaż na kilka dni. Słońce, szumiący ocean i palmy doskonale działają na samopoczucie. Właśnie wróciłam z Fuereventury, którą polecam wszystkim przygnębionym i szukających lata.

DSC_0456